Kawa tworzyła galaktyki. Przed sobą dostrzegłem jedną, o dość specyficznym wyglądzie. W jej centrum znajdowała się wielka wiśnia kawowca, a wokół niej rozpościerało się pole świeżo palonej kawki. To było królestwo czarnego naparu. Miejsce, do którego nie docierały promienie cukru oraz mleka. Byłem bliski znalezienia się jej krawędzi, lecz wyjący budzik pokrzyżował moje plany.

Godzina ósma, sobota. Nie wiedziałem dlaczego w dzień wolny od pracy, chciałem wstać tak wcześnie. Zapomniałem o wszystkich swoich planach, ponieważ jedyne co miałem w głowie to wirująca kawowa galaktyka. Wizja ta była tak silna, że w pewnym momencie moje nozdrza zostały zaatakowane intensywnym aromatem kawowego ziarna. Zapach cytrusów oraz czekolady był tak silny, że nie mogłem wyjść z podziwu jaką moc ma ludzka wyobraźnia.

Mijały minuty, a zapach nie zanikał. Podnosząc się z łóżka, pilnowałem by to prawa noga była pierwszą lądującą na ziemi. Zapomniałem jednak o lewej, którą zaczepiłem o plecak i już po chwili leżałem na ziemi. Wtedy wszystko stało się jasne. Mój upadek spowodował otwarcie plecaka z którego wypadła nowiutka paczka Kolumbii, którą dzień wcześniej dostałem do testów. Szybko zrozumiałem, że nie władam aż tak potężną mocą wyobraźni tylko jestem w posiadaniu ziaren, które zawierają w sobie moc wyśnionego wszechświata.

A skąd ona wynikała? Odpowiedzi na to pytanie mogła mi udzielić tylko etykieta z milionem informacji. Kolumbia Munichique Reserve – kawka z terenów w centralnym łańcuchu górskim Cauca, uprawiana na wysokości od 1500 do 1900 m n.p.m. Ziarna pochodzące z kooperatywy zrzeszającej 129 rodzin której nazwa brzmi „Nasa Pkakjera Uss Ya Txnxisa”. Z połamanym językiem kończyłem lekturę etykiety. Ziarna odmiany Colombia, Caturra, Typica oraz Castillo, zostały poddane obróbce mytej. Ostanie informacje w połączeniu z aromatem który już teraz unosił się w całym pokoju, utwierdziły mnie w przekonaniu, że do picia kawy wcale nie potrzebuję śniadania. Co więcej, uznałem, że w piżamie też można spożywać czarny napar bogów.

Jako doświadczony kawosz, napotkałem na drodze do wypicia upragnionego naparu klasyczny problem. Jakiej metody użyć do zaparzenia danej Kolumbii? Aeropress, drip czy American Press?? Nie mogłem zwlekać zbyt długo. Chwyciłem American Press`a! Chciałem przygotować intensywny napar w krótkim czasie. Wiedziałem, że to urządzenia mnie nie zawiedzie. Szybko zmieliłem 22g ziarna i wsypałem do Press`a, gdzie czekała już woda o magicznej temperaturze 92°C. Delikatnym ruchem przycisnąłem tłoczek i zainicjowałem preinfuzję. Przez minutę jej trwania rozmyślałem o moim śnie. Czy tak zbudowany wszechświat może istnieć w równoległej rzeczywistości? Zamyślony wyciskałem napój, obserwując magiczną, stopniową przemianę wody w kawowy napar. Półtorej minuty dzieliło mnie od podróży w wymarzone.

Wreszcie się udało. Dotrwałem do ostatecznego momentu. Do starannie wybranej porcelany przelałem otrzymany napar. Pełną czarkę zbliżyłem do ust, delikatnie siorbnąłem i…

…i wróciłem do mojego snu. Z tą różnicą, że moja galaktyka nie składała się już z wielkich połaci ziarna. W tym wszechświecie wokół wiśni kawowca znajdował się całkowicie inny wir.

Pędzące cytryny zostawiały smugę kwasowego soku, a kręcące się słodkie jabłka, wpadały w gęste rzeki karmelu. Tylko deserowa czekolada płynęła powoli, na końcu, własnym tempem, dopełniając kolejną galaktykę.Tak właśnie smakuje nowa Kolumbia Munchique Reserve.

Zakręcona mieszanka owoców oraz karmelu, z przyjemnym czekoladowym posmakiem. Po jej spróbowaniu, z jeszcze pełną czarką wróciłem do łózka, przykryłem się kołdrą i delikatnie siorbiąc, powróciłem do swojej podróży po wszechświecie kawowych doświadczeń.

Autor: Artur Guziak